piątek, 5 kwietnia 2013

dietetyczny sernik pomarańczowo-waniliowy

sernik_dietetyczny

ok, przyznaję: to nie jest tłuściutki, kremowy, słodki sernik, który to kradnie wszystkie serca miłośników sernika. ale jest on naprawdę dobrą, dietetyczną alternatywą! biedny uli jest tak spragniony słodyczy (po takiej dawce, jaką nam ostatnio serwowałam, nic dziwnego, że jest na odwyku!), że pochłonął już połowę i stwierdził, że sernik jest… przepyszny!! 😀  tak do końca nie mogę w to uwierzyć, ale muszę stwierdzić, że jest on soczysty i lekki, a nutka wanilii i pomarańczy dodaje mu fantastycznie smaku. poza tym nie ma prawie kalorii, tzn. jakieś tam ma, ale moja mama poleciła go nam robiąc dietę dukana i działała cudownie! tzn. dieta, nie sernik! 🙂 ze spokojnym sumieniem można jeść, kiedy się na niego ma ochotę. czasami urozmaicam go owocami (oczywiście niesłodzonymi!).

spróbujcie sami! Czytaj dalej

środa, 27 marca 2013

pomarańczowa baba wielkanocna. świąteczna panna młoda.

baba_wielkanocna

pouczono mnie, że tradycyjne baby wielkanocne mają dziurę. ok, a więc proszę: na specjalne życzenie baba z dziurą! a do tego z jajem! 😉

trochę ją przystroiłam. w końcu to świąteczna baba! 🙂 a ponieważ z polewą czekoladową, lukrem i cukrem pudrem stoją baby na każdym kroku, więc opatuliłam ją bezą! wygląda trochę, jak cukierkowa panna młoda, prawda?  mam nadzieję, że i wam się spodoba.

poza tym to nie jest baba drożdżowa. to nowoczesna babka z maślanką i sokiem pomarańczowym! a do tego odrobina pomarańczowego likieru… mniam!  🙂

Czytaj dalej

poniedziałek, 25 marca 2013

drożdżowy wieniec wielkanocny z marcepanem

wieniec_drozdzowy

muszę się wam przyznać, że powoli pękamy już w szwach. a to jeszcze nie wielkanoc!! żeby trochę oszczędzić nasze powoli okrąglutkie ciałka, zapraszam do degustacji rodzinę i roznoszę smakołyki sąsiadom. wszyscy są szczęśliwi! 🙂

nie mogłam się oprzeć i mam dla was jeszcze jedno przepyszne  (przedostatnie!) ciasto wielkanocne. uwielbiam ciasto drożdżowe z marcepanem… zniknęło w parę minut, nie mogłam w to uwierzyć. każdy brał po parę kawałków i wyraźnie zażyczono sobie właśnie ten wieniec na wielkanocny brunch! Czytaj dalej

środa, 20 marca 2013

mazurek marcepanowy i mazurek orzechowy. przepis Babci Tosi.

mazurki_wielkanocne

zdradzę wam dzisiaj przepisy na tradycyjne mazurki mojej rodziny. dla mnie to wielkanocne „niebo w gębie“…

moja mama nauczyła się je robić od mamy mojego taty, Babci Tosi. Babcia Tosia nauczyła się ich od swojej mamy, a ta od swojej… dzisiaj piecze je cała moja rodzina: zarówno ze strony taty, jak i mamy. jako dzieci, co roku na wielkanoc, mieliśmy niesamowitą radochę, ponieważ panie domu prześcigały się zarówno w ilości, jak i jakości wypieczonych mazurków.
już słyszę moje ciocie, kuzynki, siostrzenice, bratanice i pozostałą ogromną rodzinę, która dyskutuje, kto robi najlepsze mazurki. ja osobiście uważam, że najlepsze mazurki na świecie robi moja mama. są po prostu idealne. a jak ślicznie je dekoruje!! zajączki, jajeczka, bazie, kwiatki, łabędzie… co tylko wielkanocna dusza zapragnie! małe arcydzieła, które szkoda po prostu jeść…

Czytaj dalej

niedziela, 10 lutego 2013

walentynkowe przygotowania

basia_i_uli_las_vegas

walentynki to dla mnie specjalny dzień. to rocznica mojego ślubu. wymyśliliśmy, że zrobimy to dla nas, z przymrużeniem oka, kiczowato i niecodziennie. a gdzie udaje się to lepiej, niż w las vegas?? 🙂 uciekliśmy z domu, jak dzieciaki, nie mówiąc NIKOMU o naszych planach. było romantycznie i niezapomnianie… a jacy byliśmy wtedy opaleni, hahahahahaha…..

legend i opowieści, dlaczego właściwie są świętowane walentynki jest wiele, ale mnie najbardziej podoba się legenda o św. walentym z terni. walenty z wykształcenia był lekarzem, z powołania duchownym. żył w III wieku za panowania klaudiusza II. cesarz ten zabronił młodym mężczyznom wchodzić w związki małżeńskie, ponieważ uważał, że najlepszymi żołnierzami są legioniści nieposiadający rodzin. zakaz ten złamał biskup walenty i błogosławił potajemnie śluby młodych par.

legenda mówi, że biskup walenty obdarowywał zaślubieńców kwiatami ze swojego ogrodu. małżeństwa, którym udzielał ślubu żyły długo i były bardzo szczęśliwe…

ale to jeszcze nie koniec! sprawa dotarła do cesarza i walenty został wtrącony do więzienia, gdzie zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika. jego ukochana pod wpływem tej miłości odzyskała wzrok.

gdy cesarz dowiedział się o wszystkim, skazał walentego na śmierć. w przeddzień egzekucji walenty napisał list do swojej ukochanej, który podpisał: „Od Twojego Walentego”. egzekucję wykonano 14 lutego 269 roku…

prawda, że piękne? a jakie romantyczne!

ale przejdźmy teraz do przygotowań. ponieważ wiadomo już od zawsze, że „przez żołądek, do serca”, pytanie: co najlepiej przygotować dla ukochanej osoby na walentynki? nie muszę się długo zastanawiać, żeby stwierdzić: naturalnie coś czekoladowego! czekolada jest dla mnie symbolem, albo może nawet ucieleśnieniem, miłości. czasami grzechu… a do tego jest znanym afrodyzjakiem! ale zarówno miłosć, jak i grzech, a tym bardziej afrodyzjak pasuja idealnie do walentynek, nie uważacie? 😉

ponieważ wolę spędzać ten dzień z dala od tłumu oszalałych zakochanych, tylko z moim „walentym” staram się nam zawsze ten dzień kulinarnie umilić.

przygotowałam wam przegląd przepisów (z mojego bloga oczywiście!) na łakocie, które według mnie idealnie pasują do walentynkowego święta. jestem pewna, że każdy znajdzie coś odpowiedniego! Czytaj dalej

czwartek, 7 lutego 2013

brownie. i jak tu nie lubić amerykańskich wypieków?

idealny_brownie

niedługo już walentynki. wiem, że to trochę kiczowate, ale tak między nami mówiąc, dlaczego nie świętować dnia zakochanych? czy też dnia ludzi, którzy się kochają? ja świętuję! staram się to robić częściej, niż raz w roku, ale 14-go lutego jestem naprawdę przemiła dla mojej drugiej połówki. 😉

brownie to moja pierwsza propozycja na walentynki. czekolada, czekolada jest dla mnie symbolem miłości, więc akurat w tym specjalnym dniu serwuję ulemu zawsze coś czekoladowego!

przepis dostałam przed laty od mojej kochanej olci, bratanicy i córy chrzestnej (wrodziła się chyba we mnie, również kocha gotować! 😉 ).

uwielbiam po prostu to nieskomplikowane ciasto. najbardziej w tej „czystej” wersji, bez dodatków. wy możecie jednak dodać do niego orzechy, migdały, odrobinę kawy, chilli, rodzynki, suszone wiśnie… co tylko lubicie!

niedługo więcej przepisów i opowieści walentynkowych!

Czytaj dalej

sobota, 19 stycznia 2013

ciasto czekoladowe z migdałami

ciasto_czekoladowe_z_migdalami

czekolada. pyyyyyyyyycha. mnie poprawia zawsze humor, a kiedyś nawet czytałam, że jedząc czekoladę czujemy się kochani! teraz już wiem, dlaczego tak ją uwielbiam. 😉

upiekłam to ciasto dla mojej drugiej połówki. znowu zostawiłam go samego w domu, więc niech poje trochę czekolady i wie, jak go bardzo kocham!

ciasto jest naprawdę smaczne, leciutkie, czekoladowo-migdałowe. polecam wszystkim, którzy nie przepadają za brownie, uważając je za „zakalcowate”.

ps. mój mąż zjadł jeden po drugim aż 3 (trzy!!!!) duże kawałki! niewiarygodne…. 😀 Czytaj dalej

piątek, 9 listopada 2012

apple crumble, czyli jabłka pod kruszonką. z wiśniami i innymi smakołykami!

apple_crumble_01

wiedzieliście, że pomysł na „crumble” powstal w anglii podczas drugiej wojny światowej, kiedy to brakowało mąki, cukru i masła? ponieważ niemożliwością było piec ciasta, pies czy tarty, mądre i zaradne panie domu zaczęły piec „ciasta” bez spodu i pokrywały po prostu owoce kruszonką! cały czas powtarzam, że najlepsze przepisy powstają przez przypadek… :)))  do tego, kiedy robie crumble zawsze mam wrażenie, że robię dietetyczne ciasto i mogę zjeść go pięć razy więcej!! 🙂 Czytaj dalej

sobota, 20 października 2012

tort bezowo-czekoladowy, czyli mój sposób na pavlovą

czekoladowy_tort_bezowy_01

mam dzisiaj gości i tym tortem właśnie ich uraczę. tak mi się podoba, że musiałam się nim z wami podzielić!

życzę wszystkim super  weekendu! 🙂 Czytaj dalej

środa, 17 października 2012

maracuja pie czyli urodzinowa tarta na poprawienie humoru

maracuja_tarte_01

dzisiaj moje urodziny. nie lubię tego dnia. a tego roku szczególnie. leje, jest zimno ponuro i buro, a więc na złość upiekłam ciasto. jadłam kiedyś podobne na florydzie i kojarzy mi sie zawsze z latem i piękna pogodą. wymieniłam sok z limonek na maracuje, tak mi chyba nawet bardziej smakuje…

musze stwierdzić, że masy wyszło mi strasznie dużo, więc dorobiłam jeszcze 6 małych tartletek. nie wiem, czy moja foremka do tarty jest za mała, ale następnym razem zrobię po prostu w tortownicy! jeżeli macie jednak ochotę na pieczenie w formie do tarty, zróbcie może masę z 4 żółtek (proporcje podam na dole)…

tak czy siak, humor mi się trochę poprawił. za oknem co prawda dalej horror, ale ja wcinam pyszne ciacho ze świeżymi owocami i bitą śmietaną (jak szaleć, to szalec!!!). siedzę co prawda pod kocem i marzę o następnym pięknym lecie, ale jego smak mam już w ustach… Czytaj dalej